• zone 1
  • zone 2
  • zone 3
  • zone 4

Recenzja: Maurice Lacroix Les Classiques Automatique LC6017

OLYMPUS DIGITAL CAMERADziś przyszła kolej na recenzję zegarka, którego marka jest dość powszechnie uznawana za najmłodszą w branży.  Les Classiques Automatique LC6017.

Co do dokładnej daty powstania manufaktury Maurice Lacroix pojawiają się pewne rozbieżności. Niektóre źródła utrzymują, że jest to rok 1961, gdyż od tego momentu datuje się działalność firmy Desco von Schulthess, która zajmowała się wytwarzaniem mechanizmów na potrzeby innych producentów.  W innych, dostępnych opracowaniach to rok 1975 uznaje się za początkowy w historii marki, której zegarki pod koniec lat siedemdziesiątych poza Szwajcarią były już znane w Hiszpanii, Niemczech, Wielkiej Brytanii, Australii i krajach skandynawskich, natomiast w latach dziewięćdziesiątych firma pojawiła się na rynkach azjatyckich oraz w Stanach Zjednoczonych.
Od 1989 roku firma dysponuje nowoczesną fabryka w Saignelegier, gdzie powstają prekursorskie rozwiązania technologiczne i projekty nowych modeli.

maxresdefault maurice-memore1-movProjektanci z atelier Maurice Lacroix proponują klasykę w nowoczesnym wydaniu. Zegarki tej marki utrzymują równowagę pomiędzy historią a nowoczesnością. Zachowują klasyczne wzornictwo, ale również modyfikują i udoskonalają mechanizmy, a także mają na swoim koncie własne kalibry. Godnym odnotowania jest też model zegarka koncepcyjnego, który zaprezentowany został w 2008 r. – Memoire 1, w niektórych kręgach uznany za przełomowy.

 

Dumą firmy jest natomiast linia Masterpiece Collection nawiązująca do tradycyjnego zegarmistrzowskiego rzemiosła, z niezwykle eleganckimi i starannie wykończonymi zegarkami.
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Elegancką kolekcją są również zegarki z linii Les Classiques, z której to właśnie model LC 6017 postaram się przybliżyć w dzisiejszej recenzji.

Zegarek ten jest niedużych rozmiarów, bo jego średnica wynosi 38mm (plus 3mm koronka), ale dzięki temu, że bezel jest w nim stosunkowo wąski, optycznie wydaje się nieco większy. Czarna tarcza z nakładanymi indeksami oraz logiem bardzo przyjemnie koresponduje z okienkiem daty, wytwarzając coś w rodzaju efektu 3D, który jest dostrzegalny gdy spojrzymy na czasomierz pod odpowiednim kątem. Datownik dodatkowo “cieszy oko” odpowiednio dobraną czcionką, która jest jakby wpisana w tonacje tego zegarka.
OLYMPUS DIGITAL CAMERAIstotnym elementem są tu również wskazówki i rozwiązanie z luminovą pokrywającą je tylko na samych końcówkach. Taki wariant nie zaburza kolorystyki i klasycznej wymowy zegarka, tworząc go jednocześnie bardziej praktycznym.

Osobiście żałuję, że mój ulubiony brand ze średniej półki, Longines nie zastosował podobnego triku, choćby w pojedynczych modelach którejś ze swoich linii Presence, Lyre lub Flagship. Zakładam natomiast, że niebieskie wskazówki w modelach z kolekcji Masters świecą ładnie, choć na żywo nigdy nie było mi dane tego zweryfikować. Kończąc mały off top o Longinesie napiszę jeszcze tylko, że doskonale wkomponowali luminove we wskazówki w modelach Flagship Heritage, gdzie ten efekt jest porównywalnie subtelny do opisywanego dzisiaj ML.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAAd meritum, dekiel akurat w tym modelu Maurice jest lity i posiada wygrawerowane oznaczenia klasy wodoszczelności, nr referencyjny oraz nazwę linii, z której się ów wywodzi.
Jest na nim wyraźnie napisane, że zegarek posiada szkło szafirowe, a grawerka AR 65531 oznacza prawdopodobnie, że te szkło dodatkowo posiada powłokę antyrefleksyjną.
Analizując napisy na deklu nie sposób nie zauważyć oznaczenia sugerującego, że zegarek jest tylko “bryzgoszczelny”. Posiadana klasa wodoszczelności na poziomie 3 ATM nie pozwala moim zdaniem wchodzić z tym czasomierzem do wody (tzn. zanurzać go). Z drugiej strony trzeba uczciwie w tym miejscu przyznać, że jego stylistyka nie sugeruje potencjalnemu użytkownikowi takich dziwnych zachowań. Ponadto na takie zjawiska jak deszcz czy też mycie rąk w umywalce wodoszczelność na tym poziomie jest zupełnie wystarczająca.
OLYMPUS DIGITAL CAMERAKoronka w opisywanym modelu jest optymalnych rozmiarów i posiada ładnie wygrawerowane logo marki.

Zegarek ten jest objęty standardową, dwuletnią gwarancją, ale sugerowany przez producenta okres serwisowania już nie jest typowy, bo wynosi także dwa lata (identycznie jak u Rolexa, który jest za to powszechnie krytykowany) . Celem wyjaśnienia należy tu wspomnieć, że u większości szwajcarskich marek, produkujących zegarki tej klasy, zalecenia co do przeglądu są czteroletnie, (w tym np Orisa, którego wiele modeli bazuje -podobnie jak tutaj na modyfikowanych kalibrach Sellity). Sugestie częstych przeglądów wynikają chyba z ekonomicznego podejścia producenta, chcącego w ten sposób zapewnić jak najwięcej pogwarancyjnych zleceń (wykonywanych oczywiście w autoryzowanych punktach serwisowych).

Skoro wspomniałem już o mechanizmie, wypadałoby w końcu rozwinąć jego wątek, zważywszy, że jest to mój ulubiony moment zarówno pisania jak i czytania wszelkiej maści recenzji zegarkowych.

ml115-movementWerk, który pracuje w tym modelu został przez producenta oznaczony jako ML115. W rzeczywistości jest to popularna, ale zmodyfikowana przez Maurice Lacroix, Sellita SW200. Obok prezentuję zapożyczone z sieci zdjęcie kalibru w bliźniaczym modelu  z transparentnym, umożliwiającym obserwację deklem.

Na czym polega ta modyfikacja, jak w większości podobnych przypadków ciężko stwierdzić. Na pewno jest to kaliber składany, zdobiony, oznaczany i regulowany w siedzibie producenta. Czy poza tym jest jakaś istotna cecha odróżniająca go od popularnej SW200? Przypuszczam, że nie, a przypuszczenie swoje opieram na pewnym artykule, który czytałem na jednym z zagranicznych forów zegarkowych. Użytkownik, który tam pisał był posiadaczem zegarka ML i wkleił zdjęcie kalibru 115 certyfikowanego jako COSC. Jego zdziwienie natomiast wywołał fakt, że na mechanizmie widniał napis “adjusted in 4 positions” podczas gdy jak wszyscy wiemy do certyfikatu chronometru, wszystkie czasomierze są regulowane w 5 pozycjach. Sam zegarek oczywiście był regulowany przez Maurice Lacroix zgodnie ze sztuką, w pięciu pozycjach, ale oznaczenie kalibru zostało tam z SW200, podobnie z resztą jak mała grawerka oznaczenia natalnego. Moim zdaniem jeśli modyfikacja mechanizmu byłaby znaczna to producent przy okazji zmieniłby nawet takie szczegóły, choć to tylko teoria i ostatecznie mogę się mylić.
A tak w ogóle Sellita SW200 to mechanizm tożsamy z ETA 2824-2. Jedyna różnica jest taka, że SW-200 posiada dodatkowe łożysko na bębnie sprężyny, co powoduje, że cały mechanizm posiada łącznie 26 kamieni (a nie 25 jak w przypadku 2824-2). Jeden zegarmistrz powiedział mi, że pomysł z dodatkowym kamieniem w okolicach bębna jest bardo trafny, gdyż jest to miejsce gdzie często dochodzi do przetarć w 2824-2.
Wracając do bohatera dzisiejszej recenzji trzeba przyznać, że jego ML115 pracuje trochę głośniej od ETY 2824-2, a rotor w module automatu przemieszcza się z charakterystycznym stłumionym przydźwiękiem.

Chód Maurice’a nie jest do końca stabilny, bo póki co odznacza się dość dużym błędem pozycyjnym (ok 2min/24h). Prawdopodobnie wynika to z faktu, iż zegarek nie jest noszony zbyt często, bo zmierzona w praktyce dobowa odchyłka, -6s (przy nie w pełni nakręconej sprężynie) mieści się jednak w normie. Deklarowana przez producenta rezerwa chodu wynosi 42 godziny, czyli jednak  więcej niż w 2824-2 i SW200 (obie 38 godzin). Nie wiem na ile prawdziwa jest podana wartość, ale jeśli jest zgodna z deklaracją to można np. przypuszczać, że w ML115 grubość sprężyny w bębnie jest mniejsza, a to byłby już argument na korzyść- przy analizowaniu stopnia modyfikacji.

Podsumowując, moje wrażenia “z dialogu” z tym zegarkiem są pozytywne. Uważam, że jest to bardzo dobra alternatywa dla osób ceniących klasykę, choć moim zdaniem w takich modelach powinno się stosować smuklejsze mechanizmy jak np ETA 2892 czy Soprod A-10. W ich przypadku producenci już na starcie zyskiwaliby 1mm (tutaj by się to przydało, bo zegarek jest dość gruby, ma około 10mm. Ratuje go jednak fakt, że dzięki odpowiednio dobranym kształtom koperty i uszu dobrze układa się na nadgarstku).

Bartek Kotarski

recenzja zegarka została zaczerpnięta z http://recenzjezegarkow.wordpress.com/

 

opublikowane przez administratora portalu
http://www.sportizegarki.pl

Przeczytaj poprzedni wpis:
Certina DS Caimano Automatic Lady

Na przestrzeni ostatnich kilku lat obserwuje się powrót mechanicznych zegarków w damskim wydaniu. Zainteresowanie kobiet klasycznym zegarmistrzostwem przełożyło się na...

Zamknij